| Głos Koszaliński - Młody koszalinianin odpowie za brutalny napad na posłankę PO
- Podejrzewałem, że ta kobieta jest członkiem mafii białogardzkiej. Ona coś kombinowała - tłumaczył się wczoraj przed Sądem Okręgowym w Koszalinie 26-letni Janusz G.
29 października 2008 roku posłanka wysiadła z busa pod hotelem "Gromada” w Koszalinie. Był późny wieczór. Ciągnąc dużą torbę zmierzała w kierunku auta zaparkowanego przy ul. Jana z Kolna. Wtedy podszedł do niej młody, zakapturzony chłopak i poprosił o ogień. Kiedy spotkał się z odmową zaczął ją wyzywać. Kobieta schroniła się w pobliskiej restauracji chińskiej. Przebywała tam dość długo. Sądząc, że jest już po strachu opuściła restaurację. Zdążyła dojść do auta, kiedy znowu pojawił się napastnik.
- Wyszedłem z psem na spacer, usłyszałem podniesiony głos mężczyzny. Sądziłem, że to kłótnia znajomych, ale potem usłyszałem brzęk tłuczonej szyby samochodowej i wołanie o pomoc. Podbiegłem, ale mężczyzna uciekł. Kobieta w środku auta była roztrzęsiona - relacjonował świadek zdarzenia. Okazało się, że napastnik zniszczył także lusterka boczne. Uciekł, ale po godzinie podpalił domofon w bloku przy ul. Harcerskiej i w tej okolicy zatrzymali go policjanci. - Nawet nie wiedziałem kim ona jest. Podejrzewałem, że jest członkiem mafii i niszcząc jej samochód chciałem sprawdzić, czy zadzwoni na policję. Nie miałem noża, a tylko swój telefon ze srebrną klapką i dlatego mogła pomyśleć, że to nóż. Ukradłem telefon, bo myślałem, że znajdę tam jakieś informacje o mafii - przekonywał Janusz G., w trakcie wczorajszej rozprawy.
Wyjaśnieniom oskarżonego przysłuchiwały się biegłe z zakresu psychiatrii. Podczas śledztwa oceniły, że mężczyzna jest zdrowy psychicznie. Podkreślały, że od 12. roku życia pił, nie uczył się, miał kłopoty z prawem, nie pracował. - Z czego się pan utrzymuje? - zapytał sędzia. - MOPS i matka mnie utrzymują - wzruszył ramionami.
Głos Koszaliński
Dodano: 2009-03-07 21:55:42 |